Moja córka Gabrysia spędza wakacje ze swoim ukochanym koniem w stadninie “U Kowala”, na skraju Puszczy Bolimowskiej. Stadnina należy do Joli i Romana, wielkich miłośników koni i nie tylko. Wizyty u nich pozwalają mi we właściwej perspektywie zobaczyć moje stado, które kocham, ale na które często narzekam, że tyle przy nim pracy… Ja narzekam, a co oni mają powiedzieć! Przy ich inwentarzu mój jest po prostu żaden! Aż mi głupio, że odmawiam wzięcia kolejnych bezdomnych zwierząt, no bo cóż ja mam!? Dwa psy, trzy koty, trzy morskie świnki i konia! U Romana zaś i Joli zgodnie żyją ze sobą Stefan terrier, mały kundel Gruszka, koty: Oliwka, Prezes i Sekretarka plus dwoje ich dzieci, świnia wietnamska Fred, kucyki: Perełka i Pepsi oraz dziewięć koni! A ostatnio przybył jeszcze jeden stołownik: mała sarenka Zizu. Zizu została przyniesiona przez leśnika i prawdopodobnie zostanie już u Kowala na zawsze. Trzy razy dziennie wbiega do domu na butelkę mleka, a za nią krok w krok podąża terrier Stefan. Zizu ma na szyi zieloną apaszkę, a Stefan czerwoną, i jest to jedna z niewielu różnic między nimi. Dziwnym trafem bowiem pies myśliwski i sarna są do siebie bardzo podobne; może przez to wspólne przebywanie tak się upodobniły? Biegają takim samym truchtem, podobnie się ruszają, mają podobnie długie nogi i w identyczny sposób dopominają się butelki z mlekiem. Pani Jola trzyma butelkę, Zizu zachłannie ssie, Stefan zlizuje mleko, które kapie jej po brodzie i próbuje przechwycić smoczek. On też chce! Jola ma dobre serce, więc Stefan dostaje drugą butelkę: teraz piją jednocześnie – sarna i pies. Ale Stefan jest zazdrosny o to mleko Zizu, więc próbuje pić swoje i jednocześnie wytrącić smoczek z pyszczka sarny. Na chwilę mu się udaje i teraz ma dwa smoczki, ale Zizu jednym celnym ruchem podbija smoczek do góry i odzyskuje swoją butelkę. Można patrzeć na to godzinami i jest najlepsze kino familijne, jakie ostatnio widziałam!
29 lipca 2006


