Tym razem uzbroiliśmy się po zęby! Postanowiliśmy wygrać z naturą, przechytrzyć zły los, uprzedzić bieg wydarzeń. Pewnie, że ciąża to nie choroba, ale po stracie dwóch świnek i ich nie narodzonych dzieci, po tych cesarkach, smutnych rozmowach z lekarzami, łzach Gabrysi i pogrzebach pod świerkami, ciąża kolejnej świnki Sztuki Nowoczesnej wywołała w nas stan najwyższej gotowości bojowej.
Sztuka została zawieziona do najlepszego specjalisty od USG w Warszawie. 15 minut jeździł jej po wydatnym brzuchu i oto jaka diagnoza “ciąża mnoga, prawidłowa – widoczne płody żywe, ok. 5,5 na 2 cm, akcja serca płodów rytmiczna, wody płodowe w niewielkiej ilości, klarowne. Brak uchwytnej patologicznej zawartości w macicy. Wątroba, pęcherzyk żółciowy, śledziona, nerki i pozostałe narządy bez zmian. Brak płynu w jamie otrzewnej.” Na razie jest dobrze! Następnie okazaliśmy świnię najlepszej specjalistce od gryzoni, polecanej przez fora internetowe oraz innych weterynarzy. Pani doktor jest dobrej myśli. Świnia jest w bardzo dobrym stanie i ma szansę urodzić normalnie, bez operacji. Zresztą, operacja nie jest wcale lekka i nie ma gwarancji, że ją przeżyje – już coś o tym niestety wiemy… Dostaliśmy listę zaleceń, jak następuje:
1. trzy razy dziennie lekarstwa i witaminy do pyszczka pipetką: wapno, witaminę c i jeszcze coś takiego kleistego;
2. przenieść świnkę do oddzielnej klatki;
3. obserwować świnkę, czy nie wystąpiła akcja porodowa; dobrze by było zaglądać do niej w nocy;
4. w razie rozpoczęcia akcji porodowej jechać do lekarza do Warszawy – nazwiska lekarzy podane.
Wykonaliśmy dwa pierwsze polecenia i trzecie częściowo. Bez bicia się przyznaję, że nie udało nam się wstać do świnki w nocy, aby czynić zalecone obserwacje.
Na poród możemy oczekiwać do dwóch tygodni. Wszystko powinno pójść dobrze, bo płody są małe, więc nie powinno być kłopotów z ich urodzeniem. Na niekorzyść świadczy wiek Sztuki – trzy lata to jak na pierwszą ciążę dużo. A co będzie jak zacznie rodzić w nocy? Będziemy jechać w nocy do Warszawy na sygnale i wskazanego lekarza wyciągniemy z łóżka? Mam wrażenie, że z moimi ciążami było mniej zamieszania… Na szczęście żadnej nocy nie zarwałam. No i nie musiałam się przeprowadzać do osobnego mieszkania… Ale dobrze, dobrze, już nie marudzę! Małe świnki to wielka radość i bardzo chciałabym choć raz ją przeżyć. Podobno rodzą się zupełnie gotowe, z futerkiem, po dwóch dniach normalnie jedzą! Muszą być śliczne. I Sztuka, nasza Sztusia, jaka mamusia z niej będzie!? Ciekawe, jak będzie je karmić? Czy będą podobne do niej czy do Maurycego – bo matka od ojca bardzo się wyglądem różnią. Żeby tylko wszystko się udało! Trzymajcie kciuki!
6 sierpnia 2006

(c) Ela Bazgier 2006