Z samego rana, ledwo zdążyłam włączyć komputer, do pokoju wszedł Wojtek i powiedział “Zobacz co znalazł Sułtan!”. Trzymał w ręku coś małego, co pachniało bosko, zapachem przypominało wigilijny bigos, ten zaś kojarzył się z zimą… Na dworze zaś było 33 stopni w cieniu.
“Wykopał z ziemi! Trochę podobne do tęgoskóra, ale to na pewno nie jest tęgoskór. Może to trufle?’ – rzucił trochę żartem, ale mi wyobraźnia natychmiast zaczęła pracować.
Trufle! Najdroższe grzyby świata w naszym ogrodzie! W Paryżu – 3000 euro za kilogram, na południu Francji 2000 euro – też niezłe pieniądze. Przez chwile poczułam się jak biedny Arab, na ziemi którego odkryto złoża ropy naftowej.
No, ale trufle w Polsce? Czy to w ogóle możliwe? Wiadomości z internetu niczego nie rozstrzygnęły. Trufle występują przede wszystkim w krajach śródziemnomorskich i do ich znajdowania wykorzystuje się świnie oraz psy. Psy są lepsze, gdyż świnie często zjadają znalezione grzyby, lubią je bowiem tak jak my. Psy wolą inne przysmaki, więc można je przekupić: oddadzą wykopaną truflę za wędzony bawoli ogon albo świeżą wołowinkę. Najpierw uczy się psa aportować gumowe piłeczki wielkości trufli, potem piłeczkę zamienia się na kawałki sera gorgonzola, aż wreszcie zamiast gorgonzoli pies dostaje w zęby prawdziwą, drogocenną truflę i jej zapachu się uczy. Jeśli mamy w ogrodzie trufle, pies Sułtan jest talentem samorodnym i nie musimy już niczego go uczyć. Albo sporo oszczędzamy, gdyż pies wyszkolony do zbierania trufli kosztuje 5000 euro! W Polsce trufle znaleziono w okolicach Częstochowy i naukowcy od grzybów przypuszczają, że mogą występować także w okolicach Krakowa. Milanówek od Częstochowy niedaleko – tylko 200 km, klimat ten sam – tego lata jak na południu Europy. Kiedy zaś dowiedziałam się, że trufle występują w ziemi wapiennej, często pod dębami, wpadłam w euforię: ziemia w tym miejscu jest jak najbardziej wapienna, gdyż przy budowie domu właśnie tam rozrabiane było wapno i cement, a góruje nad nią wielki rozłożysty dąb – ozdoba naszego ogrodu! Niestety kolejne wiadomości nieco ostudziły mój entuzjazm. Oprócz trufli, tych najdroższych i pożądanych, to mógł być jeszcze jeleniak sarni, jeleniak myszaty, piestrak jadalny albo czarnobrzuszek filcowaty… Chociaż, bulwiasty kształt, wielkość orzecha laskowego, kolor (śliczny marmurkowy deseń) wskazywałyby na prawdziwą truflę! Jednak zapach miała jakby znajomy, mało egzotyczny, kojarzący się raczej z knajpkami typu Chłopskie Jadło przy szosie E7 niż z zacienionymi winoroślą restauracyjkami w Prowansji…
Zagadka jest nierozwiązana. Trufla leży na półce w kuchni, skurczyła się, zeschła… Nikomu z nas nie chciało się szukać specjalisty od grzybów, aby rozwiał nasze wątpliwości. A może nie chcemy pozbawiać się marzeń o tym, że życie potrafi płatać najdziwniejsze niespodzianki, że cuda są możliwe, święty Mikołaj i krasnoludki istnieją, więc i pies Sułtan będzie znajdował w naszym ogrodzie coraz to nowe pokłady trufli i od tej pory żyć będziemy z tych trufli jak z odsetek lokaty bankowej – długo i szczęśliwie.
29 lipca 2006
(c) Ela Bazgier 2006