Królik – twardy zawodnik

W małym ogródku od ulicy pewnego dnia zamieszkał królik. Królik jest rasy srokacz olbrzym belgijski i został podarowany nam przez hodowczynię, która nie miała sumienia przeznaczyć go na mięso. Bo podobno wyróżniał się spośród innych królików: podchodził blisko i patrzył w oczy jak człowiek.

Na początku królik był tylko belgijskim srokaczem, ale po pół roku faktycznie zaczął być także wielki. Nie żałujemy mu króliczych przysmaków: ma codziennie świeżą kapustę, marchewkę, sezonowe rośliny i trawy, a zimą firmową karmę w granulkach, bardziej treściwą. Chcieliśmy mu oddać we władanie cały ogród, miał chodzić swobodnie i być jego ozdobą. Rzeczywiście, wielki biały król w czarne łaty prezentował się niezwykle malowniczo zarówno na  śniegu, jak i wiosną  wśród świeżej zieleni i kwiatów, nie mówiąc już o tym, jak wspaniale kontrastował z brązami i czerwienią opadłych liści. Ale królik w ogrodzie nie umiał się kulturalnie zachować. Zaczął podżerać nam drogocenne rośliny, jak np. ginko biloba, cenny bluszcz, wychodzące z ziemi konwalie. Uwielbiał jesienne chryzantemy, w nocy potrafił ogołocić wszystkie doniczki!  Zaczynał od kwiatów. A najbardziej upodobał sobie rośliny z listy trujących i szkodliwych dla królików: zjadał je z apetytem i miał się świetnie!

Królik zawitał do nas późnym latem. Podczas pierwszej wspólnej zimy niepokoiliśmy się, jak sobie poradzi na dworze. Podjęliśmy różne inwestycje: zbudowaliśmy mu specjalny domek w kształcie wigwamu otulony i wyścielony słomą, ale królik nigdy do niego nawet nie wszedł, choć kusiliśmy go przysmakami. Gdy przyszedł tęgi mróz, zrobiliśmy mu specjalną zagrodę na tarasie, też ocieploną słomą, w której miałby po prostu jak w niebie! Wydostał się z niej po dziesięciu minutach (musiał, skubany, wspiąć się na wysokość metra!) I dalej kulił się na mrozie. Wreszcie sam znalazł sobie kryjówkę między jałowcami, wiec chcąc mu jeszcze bardziej dogodzić, nałożyliśmy do niej słomy, żeby miał cieplej: ale od tej pory królik już nigdy do niej wszedł! Kiedy na dworze było naprawdę wietrznie i mroźno, siedział na wycieraczce na ganku i patrzył w przestrzeń z niezmąconym spokojem jogina. A te wszystkie nasze budowle i wymyślne konstrukcje zaanektowały koty…

Mimo tego zimę przetrwał bez szwanku i wiosną dziarsko zabrał się za pędy tulipanów, potem z apetytem wykosił świeże oregano i szałwię, wiec w końcu przeznaczyliśmy dla niego niewielki, trzydziestometrowy ogródek z tarasem odgrodzony od reszty ogrodu.  Tam mógł posilać się tylko trawą, cisami (podobno trucizna dla gryzoni, z wyjątkiem naszego!) oraz rododendronem. Królik zaakceptował to miejsce, bo nawet kiedy jest wypuszczany do dużego ogrodu, sam chętnie wraca do siebie.

Królik nie mając towarzysza ze swojego gatunku, próbuje przystosować inne zwierzęta do swoich potrzeb. Najbardziej interesuje go kocica, za którą sadzi wielkimi susami i którą (o Ty moja biedna, nieszczęsna Pazuzo!) usiłował, hm, posiąść…  Pewne nadzieje wiązał także z jamnikiem, pewnie dlatego, że są podobnego wzrostu (tzn. królik jest większy). Ale jamnik dokładnie obwąchawszy go pod ogonkiem odszedł bardzo rozczarowany… Jeśli chodzi o dwa rude setery, tu nie ma żadnego wzajemnego przyciągania. Dla niego one są za duże, a psy, cóż, szybko musiały pogodzić się z tym, że to ponętne, niezgrabnie poruszające się jedzonko po prostu nie jest dla nich – podobnie jak  przysmaki znajdujące się na stole w jadalni lub na blacie kuchennym…

Opublikowane w: on 29/05/2009 at 23:08 Dodaj komentarz
Tags:

Adres URI TrackBack do wpisu to: http://piesi.wordpress.com/2009/05/29/krolik-%e2%80%93-twardy-zawodnik/trackback/

Kanał RSS z komentarzami do tego wpisu.

Leave a Comment