Jańcio zamiast mnie?

W ubiegłym tygodniu Mars bieżący ustawił się naprzeciwko mojego urodzeniowego Saturna. Opozycję Marsa do Saturna astrolog wita niechętnie, bo raczej nic dobrego z niej nie wynika. Miałam czuć się źle, być przeciążona obowiązkami, stawać wobec trudnych wyborów, uświadamiać sobie trudne do przyjęcia prawdy. Przy takich tranzytach można przewidywać wypadki i kłopoty zdrowotne. Działają wtedy na człowieka dwie sprzeczne siły i każda ciągnie w swoją stronę: Saturn to siła zachowawcza, konserwatywna, oznaczająca bezruch, stagnację, przemijanie, śmierć; Mars – ekspansję, agresję, podbój, ruch do przodu, wojnę, zmianę przez zburzenie starego. Kiedy te dwie sprzeczne siły działają jednocześnie, powstaje stres, wewnętrzny konflikt, ludzie się spinają, miotają, wysilają, biją ze swoimi myślami, męczą ze sprzecznymi uczuciami. A czasami następuje “zwarcie” – coś się tam w środku, w organizmie przepali, pęknie, urwie…

Wiele razy zdarzyło nam się, że trudny i niebezpieczny układ planet, jaki miało któreś z nas, ludzi, “brały na siebie” nasze zwierzęta. Kilka lat temu, kiedy Wojtek miał tranzyt Marsa i Saturna po Słońcu w kwadraturze do Merkurego, umarł kot Baryła. Była to śmierć w młodym wieku, niezasłużona, niepotrzebna, ot zatruł się czymś toksycznym, co zeżarło mu szpik kostny. Jeszcze wcześniej, kiedy Saturn i Pluton tranzytował Wojtka Słońce, jego kot został uśpiony prze pomyłkę lekarza. Potem okazało się, że można go było wyleczyć. Podczas innych, trochę mniej niebezpiecznych tranzytów, nasze psy gryzły się z innymi albo chorowały.

Tak więc wieczorem Gabrysia zauważyła, że kot Jańcio dziwnie oddycha. Dyszał jak parowóz, z trudem nabierał powietrze, leżał skulony, z grzebietem uniesionym do góry. Wyglądał marnie. Z samego rana trafił do lekarza, gdzie dostał antybiotyk i leki przeciwzapalne – tak jak myśleliśmy, zdiagnozowali zapalenie płuc. Ale wieczorem jego stan się pogorszył. Widać było, że walczy o każdy oddech. Intuicja powiedziała mi, że trzeba jechać do doktor Sabiny, bo ona lubi koty, ma do nich serce i nosa.

No i doktor Sabina, pomrukując pod nosem “jasna cholera cholera jasna co on tu ma ten kot o ja Cię kręcę o ja Cię przepraszam no niech ja skonam biedny kot niech pan go trzyma bo mu płuco przebiję” wkłuła się Jańciowi do opłucnej, skąd wyciągnęła mu 6 (sześć!) grubych strzykawek brunatnej cieczy. Jańcio, jak pokazał rentgen, oddychał tylko małym fragmentem płuc, resztę blokowała mu woda. Po zabiegu kot odetchnął pełna piersią, uspokoił się, doktor Sabinie ręce przestały się trząść, ale to nie był koniec… Na drugi dzień bowiem zrobiliśmy kotu badania krwi, które wykazały, że zapalenie płuc jest skutkiem białaczki. U kotów białaczka nie jest rakiem krwi jak u ludzi, tylko wirusem, który kot w sobie nosi i który, gdy się uaktywni, powoduje dalsze choroby i powikłania. Wiele wskazuje na to, że u Jańcia uaktywnił się pod wpływem stresu, jakim było dla niego zniknięcie Paśka. To właśnie wtedy zaczął gorzej się czuć.

Na razie codziennie jeździmy do lekarza na zastrzyki i Jańcio jest w niezłej formie. Ale leczenie białaczki to sprawa trudna i długa. Wirusa całkiem nie usuniemy, możemy go tylko osłabić, wzmocnić odporność kota i zapobiec temu, by ujawniał się w tak ostrej formie, jak ostatnio.

Tranzyt minął, kocia białaczka pozostała, jasna cholera cholera jasna, jak mówi nasza pani doktor… I pozostało pytanie, czy zwierzęta mogą być naszym buforem przed złym losem? Czy te znane nam przypadki były tylko czystymi przypadkami, czy jest w nich jakiś głębszy sens? Czy moje tranzyty powodują, że moje zwierzęta chorują i w związku z tym JA mam kłopot, czy też zamiast bezpośrednio we mnie uderzają w moje zwierzęta i one chorują zamiast mnie – a ja tylko mogę je ratować leczyć i im współczuć?

30 maja 2006

zamiastmnie_01

zamiastmnie_02Iloma szczegółami różnią się obrazki lewy i prawy?

(c) Ela Bazgier 2006

Opublikowane w:  on 09/12/2008 at 20:24 Dodaj komentarz
Tags: , , , ,

Smutna historia z Plutonem w tle

Wiosnę powitaliśmy w kiepskich nastrojach. I nie chodzi wcale o to, że na dworze hałdy śniegu i tak naprawdę to wcale tej wiosny nie widać. Od rana jeździliśmy po lekarzach z chorą świnką morską – Luną Lowgud. To jedna z pięciu naszych świnek, ulubienica Gabrysi. Już od piątku Luna wyglądała na chorą. W sobotę widział ją lekarz i w niedzielę też. Ale mało weterynarzy zna się na świnkach, tych trzech w każdym razie na Lunie się nie poznało. Leczyli ją na niestrawność, infekcję i jakieś ogólne niedomaganie. Świnka ani nie przyjmowała jedzenie i wody, ani niczego nie wydalała. Siedziała napuszona w rogu klatki, biedna, skulona, popiskiwała… W poniedziałek wreszcie trafiła na rentgen i okazało się, że w brzuchu ma dwie małe świnki. Luna jak na pierwszy poród była już niemłoda i prawdopodobnie nie mogła ich urodzić. Jeszcze tylko wizyta w przychodni dla gryzoni Szarak i stało się jasne, że płody są martwe, a szanse na uratowanie Luny znikome. Mimo tego trafiła na stół operacyjny w trzeciej już, warszawskiej przychodni. Cesarkę przeżyła, ale wkrótce potem przestała oddychać…

Wszystko zaczęło się podczas dużej aktywności Plutona, który tworzył kwadraturę ze Słońcem, Księżyc zaś przebywał w Skorpionie. Pluton – pan życia i śmierci, kojarzony ze zjawiskami ostatecznymi, jak śmierć i narodziny właśnie, z wielkimi zmianami, transformacją. Jego energia przyrównywana jest do wybuchu wulkanu, kiedy lawa wypływa na wierzch, ujawniając to, co skrywała ziemia. Po wybuchu wulkanu świat wokół już nie będzie taki jak przedtem; tu nie wystarczy zamieść, posprzątać… Trzeba będzie odbudowywać, tworzyć na nowo, a nieraz pogodzić się z nieodwracalną stratą – jak to w życiu bywa… Pluton to także patron wielkich tajemnic i zagadek, detektywów i lekarzy. To wszystko zaliczyliśmy: ujawniła się tajemnicza zawartość brzucha świnki Luny, lekarze walczyli o życie, wreszcie ponieśliśmy stratę Luny i na dodatek jej dzieci. Może teraz Luna gryzie sobie trawkę na łąkach w jakimś świńskim raju, Gaba trochę popłakuje, a ja zadziwiam się, że czasem astrologia zadziała tak dokładnie, jak to opisują w książkach już od starożytności…

Ale cała historia ma też jeden optymistyczny aspekt, także związany z “działką” Plutona, mianowicie z seksem. Oto bowiem samiec Maurycy, którego mamy już od ponad roku i którego zakwalifikowaliśmy jako zdeklarowanego geja, z powodu braku zainteresowania samiczkami, okazał się w końcu samcem pełnej krwi! Mamy jeszcze trzy samice, więc może następnym razem Maurycy zostanie szczęśliwym ojcem?

PS. Jedna z lekarek, która badała świnkę, miała na nazwisko Mogiła. Bardzo dobre nazwisko dla lekarza.

24 marca 2006

luna_01

Luna Lowgud – kiedy jeszcze żyła

(c) Ela Bazgier 2006

Jak Uran wprawił w ruch wirujący komórkę

Kiedy w poniedziałek ujrzałam w okienku pralki wirujący mój telefon komórkowy wiedziałam, że nie będzie to łatwy tydzień… Tym bardziej, że już w nocy wydarzyło się coś dziwnego: kiedy już usypiałam, mój notebook sam się włączył i zaczął wydawać dziwne dźwięki. W nocnej ciszy, w idealnej ciemności nagle przemówił błyskami i piskami. W pokoju był kot Paśko i przypuszczam, że to on wszedł na klawiaturę i włączył komputer. W każdym razie rano miałam kłopoty z jego uruchomieniem, nie mogłam zacząć pracy tak szybko jak chciałam. A potem to pranie i komórka, której nie wyjęłam z kieszeni szlafroka… Tak w moim domu ujawniła swoją moc kwadratura Urana do Marsa wzmocniona pełnią Księżyca. Uran to planeta, której podporządowana jest nowoczesna technika i nowoczesne gadżety, między innymi właśnie telefony komórkowe. Kojarzy się ponad to z nagłymi zmianami, niespodziankami (miłymi albo nie), rewolucjami, wszystkim co nieoczekiwane, zaskakujące. Mars, wiadomo, bóg wojny, idzie odważnie do przodu nie patrząc na boki, po drodze lubi coś zniszczyć… Działając razem obie te planety mogą narobić niezłego bigosu. Miał więc być bałagan, zamieszanie, straty, nagłe zmiany planów, nieoczekiwane wydarzenia i niespodzianki, nieporozumienia – i były. Potem dowiedziałam się, że mojemu synowi tego ukradli telefon komórkowy w metrze…

Ale Uran i Mars to planety, które, owszem, potrafią zniszczyć, ale jednocześnie dają energię, jakiś taki “wykop”, napęd… Nie masz czasu, aby się długo martwić, bo cały czas jesteś w biegu, w pędzie. Nie pozwalają popadać w doły, chandry ani depresje. Często po stracie powstałej w wyniku ich działania mówimy sobie “nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło” i potrafimy niepowodzenia obrócić w coś konstruktywnego. Jeśli więc aby zbudować coś nowego musisz zburzyć stare struktury, Uran i Mars będą niezawodni: rozwalą Ci te stare w sekundę! W rzeczy samej moja komóra już dawno nadawała się do wymiany, bo skrzeczała, zgrzytała przy rozmowie. Nie mogłam się zmobilizować, aby uzbierane punkty zamienić na nową – i teraz właśnie to zrobię! Mój syn zaś natychmiast postarał się o nowy telefon – i też udało mu się to osiągnąć bez nakładów finansowych.

Co się jeszcze wydarzyło w związku z kwadraturą Marsa do Urana wśród naszych znajomych?

A więc była jedna awantura z szefem i w konsekwencji rzucenie pracy, jeszcze jedna kradzież, nagła choroba zwierząt, ktoś z rodziny trafił do szpitala, wspólnik okazał się niesolidny i nieuczciwy, zepsuł się aparat fotograficzny (nowoczesne gadżety!), były utarczki z ludźmi i psami, a komuś zaginął kot w tajemniczych okolicznościach, co pociągnęło za sobą potężną domową kłótnię.

A jednak się kręci!

21 marca 2006

(c) Ela Bazgier 2006


Opublikowane w:  on at 19:57 Dodaj komentarz
Tags: ,

Kwadratura Merkurego do Plutona i co z niej wynikło

Przełom lutego i marca minął pod znakiem kwadratury Merkurego do Plutona. Merkury szedł ruchem retro, Słońce minęło Urana. To dość trudny układ planet, przez astrologów różnie interpretowany. Jedni każą spodziewać się ujawnienia nieczystych intencji, nieuczciwości, braku tolerancji, podejrzliwości, obsesyjnych myśli, różnych świrów i szajb, drudzy mówią bardzo ogólnikowo o spiętrzeniu życiowych przeszkód i niepowodzeń. Ja w swoich prognozach wróżyłam tak:

“Na horyzoncie mogą pojawić się sprawy, których kiedyś nie załatwiłeś do końca; problemy, których nie udało Ci się rozwiązać; coś, co zaniedbałeś, na co machnąłeś ręka, licząc na to, że Ci się upiecze… Na przykład nierozwiązany konflikt z koleżanką, niedokończona rozmowa z mężem, niedbale założona instalacja hydrauliczna, niedoleczone zaziębienie – to wszystko może wrócić do Ciebie jak bumerang. W dużym stopniu będziesz więc zajęty naprawianiem starych błędów, uzupełnianiem jakichś zaległości, rozprawianiem się z problemami, kłopotami, zaniedbaniami swoimi lub innych ludzi, którzy okazali się niesolidni lub nieżyczliwi itd.”

Co się wydarzyło?

Moja córka Gabrysia jechała na szkolny obóz narciarski z lekkim bólem gardła. Spakowałam lekarstwa i liczyłyśmy na to, że zaraz jej przejdzie. Już na drugi dzień położyła się do łóżka z bardzo wysoką gorączką, bólami mięśni i stało się jasne, że szybko z tego nie wyjdzie. Na drugi dzień o piątej rano wsiedliśmy do samochodu, popołudniu byliśmy w Krynicy, zabraliśmy Gabrysię i późnym wieczorem wróciliśmy do domu. 780 kilometrów. Dwie godziny przed nami zabrano z obozu kolegę, który oprócz bólu gardła miał jakieś zaburzenia emocjonalne, histeryzował, złościł się, kazał wzywać do siebie pogotowie… Oto SMS od Gaby na ten temat :”Eh! Julek ciągle mówił, że chce lekarza. No to kadra wezwała karetkę. Julek dostał takiego ataku histerii i płaczu, że normalnie każdy na zmianę wrzeszczał i mu tłumaczył, że to nic. Zadzwonił do rodziców, nawrzeszczał na nich, a że nie dał się nawet dotknąć, lekarz przyszedł do mnie”.

Kiedy zaś dotarliśmy na miejsce, okazało się, że GOPR właśnie zwozi ze stoku koleżankę, która miała wypadek i straciła przytomność…

Powrót do Milanówka z chorą Gabą minął sprawnie, ale z drogi zadzwoniłam do pewnej starszej osoby z naszej rodziny, która opiekuje się poważnie chorym mężem. Okazało się, że ona sama właśnie jest w szpitalu z krwotokiem wewnętrznym. Na drugi dzień dowiedziałam się, że nasza znajoma jest poważnie chora na chorobę, na którą w Polsce umiera dużo więcej ludzi niż w Europie, gdyż nie mamy odpowiedniej profilaktyki i chorzy za późno trafiają na stół operacyjny. Wygląda na to, że nasza koleżanka (osoba oczytana, obyta, przytomna) chce “poprawić” te statystyki, gdyż zamiast natychmiast poddać się operacji leczy się homeopatią, siłą ducha i jeszcze jakimiś ziołowymi specyfikami. Robi to pod kontrolą bliżej nieznanego nikomu specjalisty, który przytomnie zastrzegł, że to wszystko na jej osobistą odpowiedzialność. Bardzo przeżyłam rozmowę z nią i mam nadzieję, że zmieni zdanie i zacznie się leczyć bardziej energicznie.

W tym samym mniej więcej czasie córka naszych przyjaciół, bardzo młode dziecko, utalentowana, zdolna i rozsądna, postanowiła spróbować uroków “dorosłości”: w ruch poszła wódka, były wagary, kłamstwa i podejrzane towarzystwo.

Dziś trygon Słońca do Jowisza – jeden z najlepszych, najszczęśliwszych układów planetarnych! Powinniśmy robić kariery, dostawać ciekawe propozycje i pieniądze, realizować skomplikowane plany, zdobywać popularność i otrzymywać wszelką pomoc od otoczenia. Jestem jednak dziwnie pewna, że nie zostanę zasypana taką ilością pozytywnych nowin, jak negatywnych w poprzednim przypadku. To jest właśnie jedna ze smutnych tajemnic astrologii: kiedy są złe aspekty, to naprawdę dzieje się nie najlepiej, a kiedy są bardzo dobre, to po prostu jest normalnie…

(c) Ela Bazgier 2006

Opublikowane w:  on 08/12/2008 at 12:54 Dodaj komentarz
Tags: , , ,