Skąd się wzięło bydło?

Przez pierwsze siedem lat w Milanówku mieszkała z nami moja babcia Maria. Babcia była malutka, szczuplutka, energiczna i absolutnie nie wyglądała na swoje prawie dziewięćdziesiąt lat. Zawsze czyściutka, zadbana, w białych kołnierzykach, wyglansowanych pantoflach… Dzieciństwo babcia spędziła na wsi miedzy Grójcem i Radomiem, ale we wczesnej młodości, jeszcze przed wojną przyjechała do warszawy, tu się usamodzielniła i na dobre zapuściła korzenie. Mieszkała najpierw na Pradze, potem na dolnym Mokotowie, w końcu wylądowała z nami w Milanówku.

Babcia dzieliła świat na “Warszawę i tę całą wieś”. Uważała się za warszawiankę, Warszawę po prostu kochała – przede wszystkim dla jej chodników, betonu, trotuaru, braku błota i kurzych kup na ulicach. Wyprowadzka do Milanówka była dla niej degradacją, Milanówek był wsią, tym bardziej, że nasz dom stał i stoi przy ulicy nie utwardzonej, a najbliższa sąsiadka hoduje kury. Zabytkowych przedwojennych willi babcia zdawała się nie zauważać, piasek na ulicy i pianie koguta przyćmiły wszystko inne.

Od tej pory w babci jakby obudziła się jej druga natura, której nie znałam. Z eleganckiej przedwojennej paniusi-warszawianki w koronkowych rękawiczkach coraz częściej przeistaczała się w przekupkę z podradomskiej wsi.

Stawała na środku kuchni, brała się pod boki i wygłaszała długie tyrady do naszych ówczesnych zwierząt: boksera Duszana i kota Okocima:

“Ależ to bydło żre! Jedz, Dusiu, jedz, tylko się nie udław. Bydło się naje (wymawiała “najje”), pójdzie spać, a człowiek co z tego bydła ma? Tylko brudną miskę! No, może Ty, Okocim, to chociaż myszy łapiesz, ale Ty, Dusiu, to głupi jesteś, taka ofiara losu jesteś, Ty każdego wpuścisz, i jeszcze byś się ucieszył, że złodziej przyszedł. Zjadłeś, Dusiu? To teraz idź spać. Nie plącz się pod nogami! Nie sap mi tu, nie pluj! To cale bydło to tylko tu brudzi, kreci się po domu, ciągle trzeba im drzwi otwierać, i po nich zamykać. Ciepło z domu ulatuje, zimno wchodzi, piasek wnoszą. Człowiek dla tego bydła się stara, i nic z tego nie ma. Bo bydło człowiek nie uszanuje, i jego pracy nie uszanuje, i co człowiek zrobi, to bydło zniszczy, zmarnuje. O proszę, widzisz, Dusiu, jak drzwi podrapałeś, jak zniszczyłeś? No co się tak Dusiu cieszysz, czego ogonem merdasz? Zjadłeś to idź już spać, idź na swoje miejsce. Aleś Ty głupi, Dusiu, aleś Ty głupi…!” – uśmiechała się w końcu i sztywną,, jakby zdrewniałą ręką głaskała Duszana po głowie, a potem szybko szła do łazienki i myła ręce.

Babcia jako zodiakalna Panna do zwierząt miała stosunek użytkowy: kot ma łowić myszy, pies ma pilnować obejścia. Bokser Duszan z tego obowiązku słabo się wywiązywał, poza tym obdrapał pazurami drewniane drzwi i jadł tak, że podłoga w promieniu metra była brudna. Tak więc w pełni zasłużył sobie na tę protekcjonalną pogardę, jaką darzyła go babcia Maria.

skad_bydlo_01

Pies Duszan i kot Okocim

(c) Ela Bazgier 2006

Opublikowano on 07/12/2008 at 20:42 Dodaj komentarz

Adres URI TrackBack do wpisu to: http://piesi.wordpress.com/skad-sie-wzielo-bydlo-2/trackback/